Teruyo przemierzała szkolny korytarz, rozmawiając ze swoją ulubioną koleżanką, Touką.
- Może wpadłabyś do Anteiku dzisiaj po lekcjach? - zapytała Touka.
- Pewnie. - Teruyo uśmiechnęła się. Bardzo lubiła tam przychodzić. - Tylko zadzwonię do Amona, że później wrócę.
- Czemu mówisz na niego po imieniu? - zdziwiła się Touka. - Rozumiem, że nie jesteście połączeni genetycznie, ale jak by nie patrzeć, to twój ojciec.
- Tak jakoś. Jestem z nim odkąd miałam jedenaście lat i jakoś nie potrafię się przyzwyczaić.
Teruyo nie lubiła używać słowa "adopcja". Kojarzyło jej się trochę ze schroniskiem dla zwierząt i bezpańskimi psami i kotami.
- To już sześć lat. - szybko obliczyła jej koleżanka.
- Wiem. Ale nie wnikajmy.
Podeszły do sowich szafek i przebrał buty, po czym zgranym krokiem wyszły z budynku liceum.
Po dotarciu do Anteiku, zajęły swój ulubiony stolik.
- Nie pracujesz dzisiaj? - zdziwiła się Teruyo.
- Pracuję, ale zaczynam dopiero o piątej.
- Teru-chan! - nagle do kawiarni wbiegła Hinami. Bardzo lubiła Teruyo. Obie dziewczyny powitały ją miłym śmiechem. Dziewczynka wtuliła się w Teruyo, na co ta zareagowała kolejną falą lekkiego śmiechu. Potem Hinami powiedziała, że musi iść odrobić lekcje i poszła. Obie nastolatki zamówiły po filiżance kawy.
- Czemu nie zapuścisz włosów? - nagle zapytała Teru. - Albo chociaż nie zapniesz?
- Nie wiem, tak jakoś mi się podoba... - Touka posłała jej uśmiech.
- A Hinami mogłaś ładnie przyciąć włosy. - dziewczyna drążyła temat, dla zabawy nieco rozdrażniając Toukę.
- A ty czemu nie zapuścisz włosów? - zaoponowała koleżanka. - Ładnie by ci było. - posłała jej chytry uśmiech.
- Przeszkadzałyby mi.
- Dwa lata temu jeszcze miałaś długie.
- Nie wnikajmy... - Teruyo uśmiechnęła się zakłopotana. Nie chciała ujawniać, że od czasu do czasu pracuje dla CCG razem z Juuzou i Amonem.
Siedziały tak jeszcze chwilę i rozmawiały. O wszystkim i o niczym, jak to miewały w zwyczaju, kiedy przesiadywały w Anteiku. O tym, co w szkole, o sprawdzianach, ocenach, planach na przyszłość, głupich żartach i obrazkach w internecie. Koutarou nie lubiła zdradzać wielu szczegółów ze swojego życia prywatnego. Były zbyt osobiste. Zawsze nieco irytowało to Toukę, bo prawie zawsze, kiedy o coś pytała, Teruyo zmieniała temat, albo wymijająco rzucała typowe dla siebie "nie wnikajmy". Nie lubiła podejmować tematu domu dziecka, ani tego domu. W głębi nie czuła się jak członek rodziny. Czuła się przyszywana, doczepiona. Wyrwana z kontekstu.
- Nishiki, zabierzesz od nas naczynia? - Touka zwróciła się do wysokiego blondyna w okularach.
- Jasne. - dla żartów wywrócił oczami, na co wszyscy we trójkę zareagowali śmiechem. - Potem się zamienimy. - puścił do nich oczko.
Nagle do Teruyo zadzwonił telefon.
- Amon? - spojrzała na wyświetlacz.
Touka wzruszyła ramionami nie wiedząc, jak ma skomentować zdziwienie koleżanki.
- Halo? - Teru odebrała telefon. - Coś się... Co? - była wyraźnie zaskoczona. - Dobrze. Będę... Tak, tak... w Anteiku. Będę za niedługo. - spojrzała nerwowo na zegar wiszący na ścianie. - Daj mi pół godziny. Jasne, pa. - rozłączyła się. Patrzyła przez chwilę znieruchomiałą na telefon.
- Co się stało? - zdziwiła się Touka.
- Opowiem później. - odparł jej krótko koleżanka. - Amon mnie potrzebuje do pomocy. - zebrała szybko swoje rzeczy. Uściskała Toukę na pożegnanie. - Pa, do jutra.
Teruyo szła tak szybko, że jej krok był bardziej zbliżony do truchtu, niż chodu. Nagle odebrała kolejny telefon od ojca.
- Tak, już idę... za dwie minuty mam autobus. Będę... Do zobaczenia.
Przepaska - wyklinała w duchu. - Znowu coś nakombinował. Stała na przystanku nerwowo przebierając nogami. Nagle gdzieś za nią rozległ się huk. Usłyszała krzyki ludzi. W porę uskaczyła na bok i uniknęła oberwania w głowę kawałkiem betonu. W duchu dziękowała Bogu za refleks. Starała się ogarnąć wzrokiem sytuację. Gdzie nie gdzie na ziemi były plamy krwi. Dookoła chaotycznie przemieszczali się spanikowani ludzie. Niektórzy ranni, inni po prostu w szoku. W miejscu wybuchu beton był roztrzaskany, co tworzyło sporej szerokości i średniej głębokości dziurę. Dziura w ulicy, ludzie, krzyki, hałas... a gdzie ten, który spowodował wybuch? Albo się wysadził, albo ukrył. Czuła się trochę jak na palnie jakiegoś filmu akcji, w trakcie sceny ataku terrorystycznego. Wywróciła oczami. Nie czas na dochodzenie, kto jest winny, i tak teraz nic nie zdziała. W Tokyo nie ma terrorystów. Amon i Juuzou na nią czekają. Autobusem raczej już nie pojedzie, więc trzeba biec. Puściła się biegiem w kierunku budynku CCG. Biegnąc wyjęła z kieszeni telefon i wybrała numer Amona. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Wybuchła bomba na przystanku... - mówiła zdyszana. - Nic mi nie jest... już... tak, biegnę... pół godziny... - rozłączyła się.
Pierwsze "pół godziny" miało być piętnaście minut temu. Mijała teraz w pośpiechu zdezorientowanych nagłą sytuacją ludzi. Nie uśmiechało jej się biec, ale nie miała wyboru. Ruch w tej okolicy stanął i nie miała, jak pojechać. Że też akurat dzisiaj... Wierzyła, że Amon jest o nią w miarę spokojny. Wiedział, że jest zaradna i sobie poradzi. Na pewno wiedział. Nie może się teraz nią stresować, skoro ma Przepaskę na głowie. Ona sama musiała natomiast jeszcze wymyślić, co powie Touce. Mniejsza z tym - pomyślała.
Blisko pół godziny później była już w siedzibie CCG.
- Shinohara-sensei! - krzyknęła do mężczyzny, którego zobaczyła na korytarzu.
- Spokojnie, są tutaj. - pan Shinohara położył jej rękę na ramieniu, aby ją uspokoić.
- Gdzie?
- Rozmawiają z Mado.
Teruyo pobiegła do gabinetu pana Mado. Nim zdążyła zapukać, drzwi otworzyły się. Z pomieszczenia wyszli Amon i Juuzou.
- Teruyo... - Amon był zdziwiony widokiem dziewczyny.
Teruyo dopiero teraz zauważyła, że jest cała spocona, a mundurek ma cały brudny. Do tego szybko oddychała, bo była zmęczona bieganiem.
- Czemu nie poszliście? - zapytała, starając się zignorować to, jak musi wyglądać.
- Zaraz potem, jak się rozłączyliśmy, pan Mado powiedział mi, że nie idziemy, bo był wybuch. - wyjaśnił. - Wybacz, że nie zadzwoniłem, ale nie miałem, jak.
Juuzou tylko stał obok z szerokim uśmiechem na twarzy. Najwyraźniej bawił go wygląd dziewczyny.
- Juuzou, to nie jest śmieszne. - oburzyła się. - Biegłam przez pół godziny, a na dodatek prawie dostałam betonem w głowę! - poirytowała się.
- Spokojnie, spokojnie. - zaśmiał się Chłopak. - Po prostu masz fajne plamy na mundurku.
- Teruyo, wracamy do domu, nie mamy już roboty na dzisiaj. - powiedział Amon. - Umyjesz się.
- Nieśmieszne. - prychnęła dziewczyna.
Wyszli z budynku CCG i wsiedli do samochodu. Po drodze ucięli sobie małą rozmowę na temat wybuchu.
- Mogłabym przeprowadzić dochodzenie w sprawie tego terrorysty. - stwierdziła poirytowana dziewczyna.
- Nie ma mowy. - odparł mężczyzna. - Jesteś w CCG.
- Wiem, wiem. - wywróciła oczami. Czasami ją to irytowało, bo musiała część życia dopasować pod pracę.
- Co tam w szkole? - Amon zmienił temat.
- Nic ciekawego. Napisałam sprawdzian z historii na 4.
- To chyba dobrze.
- Teoretycznie. - stwierdziła. - Ale wolałabym lepszą ocenę. Touka dostała +5.
- Daj spokój, nie musisz być we wszystkim najlepsza. - uspokoił ją mężczyzna. - Przecież wiesz, jaki jestem z ciebie dumny.
- Tak, tak. - pokiwała głową.
Po powrocie Teruyo poszła od razu do łazienki. Zrzuciła z siebie brudny mundurek i włożyła do kosza na pranie. Weszła pod prysznic. Ciepła woda przyjemnie obmywała jej ciało. Mogła teraz przez chwilę porozmyślać nad tym, co się stało. Przeczuwała, że to nie przyniesie nic dobrego. Po wyjściu spod prysznica, owinęła się miękkim ręcznikiem i poszła do swojego pokoju. Ubrała swoją ulubioną granatową sukienkę, kończącą się tuż nad kolanem. Miała takich kilka. Bardzo lubiła je nosić. Jasne włosy rozczesała, po czym położyła się na łóżko. Dopiero teraz odczuła całe zmęczenie. Oczy same jej się zamykały. Na całe szczęście na następny dzień nie miała wiele do nauki. Przymknęła na chwilę powieki i zasnęła.
Obudził ją szum wiatru, który wdzierał się do pokoju przez niedomknięte okno. Było już ciemno. Zaświeciła lampkę na biurku i spojrzała na zegar wiszący nad drzwiami. Wskazywał 02:00. Teru doszła do wniosku, że ojciec z litości nie chciał jej budzić. Na palcach przeszła do łazienki. Tam przebrała się w letnią piżamkę składającą się z bordowej koszulki i spodenek w białe kropki i wróciła cicho do łóżka. Przed snem wzięła do ręki telefon i odblokowała wyświetlacz. Zmrużyła oczy, kiedy uderzyła ją jasność ekranu. Miała trzy nieodebrane wiadomości od Touki.
Touka: Co się stało?
Touka: To coś poważnego? Nigdy tak nie robiłaś...
Touka: Teru, zadzwoń, kiedy będziesz mogła, martwię się trochę.
Teruyo siedziała chwilę z telefonem w ręce, zastanawiając się, czy ma dzwonić do koleżanki. Doszła do wniosku, że zadzwoni, bo Touka czasem bardzo późno chodziła spać. Domknęła drzwi swojego pokoju i wcisnęła zieloną słuchawkę obok nazwiska koleżanki. Odebrała zaraz po drugim sygnale.
- Halo? - usłyszała w słuchawce.
- Hej, prosiłaś, żeby zadzwonić...
- No wreszcie! - przerwała jej Touka. - Co się stało?
- Nie wiem, jak to teraz opowiedzieć... - uświadomiła sobie, że nie przemyślała wersji zdarzeń, którą przedstawi koleżance. - Opowiem w szkole. - rzuciła wymijająco.
- Dobrze. - odparła Touka. Jej głos był zmęczony. - Dobrze, że nic ci nie jest.
- Taa, też się cieszę. - ziewnęła Teru. - Jestem zmęczona, pogadamy w szkole.
- Jasne, dobranoc.
- Dobranoc.
Teru odłożyła telefon na biurko, położyła się na łóżku i zasnęła.
- Może wpadłabyś do Anteiku dzisiaj po lekcjach? - zapytała Touka.
- Pewnie. - Teruyo uśmiechnęła się. Bardzo lubiła tam przychodzić. - Tylko zadzwonię do Amona, że później wrócę.
- Czemu mówisz na niego po imieniu? - zdziwiła się Touka. - Rozumiem, że nie jesteście połączeni genetycznie, ale jak by nie patrzeć, to twój ojciec.
- Tak jakoś. Jestem z nim odkąd miałam jedenaście lat i jakoś nie potrafię się przyzwyczaić.
Teruyo nie lubiła używać słowa "adopcja". Kojarzyło jej się trochę ze schroniskiem dla zwierząt i bezpańskimi psami i kotami.
- To już sześć lat. - szybko obliczyła jej koleżanka.
- Wiem. Ale nie wnikajmy.
Podeszły do sowich szafek i przebrał buty, po czym zgranym krokiem wyszły z budynku liceum.
Po dotarciu do Anteiku, zajęły swój ulubiony stolik.
- Nie pracujesz dzisiaj? - zdziwiła się Teruyo.
- Pracuję, ale zaczynam dopiero o piątej.
- Teru-chan! - nagle do kawiarni wbiegła Hinami. Bardzo lubiła Teruyo. Obie dziewczyny powitały ją miłym śmiechem. Dziewczynka wtuliła się w Teruyo, na co ta zareagowała kolejną falą lekkiego śmiechu. Potem Hinami powiedziała, że musi iść odrobić lekcje i poszła. Obie nastolatki zamówiły po filiżance kawy.
- Czemu nie zapuścisz włosów? - nagle zapytała Teru. - Albo chociaż nie zapniesz?
- Nie wiem, tak jakoś mi się podoba... - Touka posłała jej uśmiech.
- A Hinami mogłaś ładnie przyciąć włosy. - dziewczyna drążyła temat, dla zabawy nieco rozdrażniając Toukę.
- A ty czemu nie zapuścisz włosów? - zaoponowała koleżanka. - Ładnie by ci było. - posłała jej chytry uśmiech.
- Przeszkadzałyby mi.
- Dwa lata temu jeszcze miałaś długie.
- Nie wnikajmy... - Teruyo uśmiechnęła się zakłopotana. Nie chciała ujawniać, że od czasu do czasu pracuje dla CCG razem z Juuzou i Amonem.
Siedziały tak jeszcze chwilę i rozmawiały. O wszystkim i o niczym, jak to miewały w zwyczaju, kiedy przesiadywały w Anteiku. O tym, co w szkole, o sprawdzianach, ocenach, planach na przyszłość, głupich żartach i obrazkach w internecie. Koutarou nie lubiła zdradzać wielu szczegółów ze swojego życia prywatnego. Były zbyt osobiste. Zawsze nieco irytowało to Toukę, bo prawie zawsze, kiedy o coś pytała, Teruyo zmieniała temat, albo wymijająco rzucała typowe dla siebie "nie wnikajmy". Nie lubiła podejmować tematu domu dziecka, ani tego domu. W głębi nie czuła się jak członek rodziny. Czuła się przyszywana, doczepiona. Wyrwana z kontekstu.
- Nishiki, zabierzesz od nas naczynia? - Touka zwróciła się do wysokiego blondyna w okularach.
- Jasne. - dla żartów wywrócił oczami, na co wszyscy we trójkę zareagowali śmiechem. - Potem się zamienimy. - puścił do nich oczko.
Nagle do Teruyo zadzwonił telefon.
- Amon? - spojrzała na wyświetlacz.
Touka wzruszyła ramionami nie wiedząc, jak ma skomentować zdziwienie koleżanki.
- Halo? - Teru odebrała telefon. - Coś się... Co? - była wyraźnie zaskoczona. - Dobrze. Będę... Tak, tak... w Anteiku. Będę za niedługo. - spojrzała nerwowo na zegar wiszący na ścianie. - Daj mi pół godziny. Jasne, pa. - rozłączyła się. Patrzyła przez chwilę znieruchomiałą na telefon.
- Co się stało? - zdziwiła się Touka.
- Opowiem później. - odparł jej krótko koleżanka. - Amon mnie potrzebuje do pomocy. - zebrała szybko swoje rzeczy. Uściskała Toukę na pożegnanie. - Pa, do jutra.
Teruyo szła tak szybko, że jej krok był bardziej zbliżony do truchtu, niż chodu. Nagle odebrała kolejny telefon od ojca.
- Tak, już idę... za dwie minuty mam autobus. Będę... Do zobaczenia.
Przepaska - wyklinała w duchu. - Znowu coś nakombinował. Stała na przystanku nerwowo przebierając nogami. Nagle gdzieś za nią rozległ się huk. Usłyszała krzyki ludzi. W porę uskaczyła na bok i uniknęła oberwania w głowę kawałkiem betonu. W duchu dziękowała Bogu za refleks. Starała się ogarnąć wzrokiem sytuację. Gdzie nie gdzie na ziemi były plamy krwi. Dookoła chaotycznie przemieszczali się spanikowani ludzie. Niektórzy ranni, inni po prostu w szoku. W miejscu wybuchu beton był roztrzaskany, co tworzyło sporej szerokości i średniej głębokości dziurę. Dziura w ulicy, ludzie, krzyki, hałas... a gdzie ten, który spowodował wybuch? Albo się wysadził, albo ukrył. Czuła się trochę jak na palnie jakiegoś filmu akcji, w trakcie sceny ataku terrorystycznego. Wywróciła oczami. Nie czas na dochodzenie, kto jest winny, i tak teraz nic nie zdziała. W Tokyo nie ma terrorystów. Amon i Juuzou na nią czekają. Autobusem raczej już nie pojedzie, więc trzeba biec. Puściła się biegiem w kierunku budynku CCG. Biegnąc wyjęła z kieszeni telefon i wybrała numer Amona. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Wybuchła bomba na przystanku... - mówiła zdyszana. - Nic mi nie jest... już... tak, biegnę... pół godziny... - rozłączyła się.
Pierwsze "pół godziny" miało być piętnaście minut temu. Mijała teraz w pośpiechu zdezorientowanych nagłą sytuacją ludzi. Nie uśmiechało jej się biec, ale nie miała wyboru. Ruch w tej okolicy stanął i nie miała, jak pojechać. Że też akurat dzisiaj... Wierzyła, że Amon jest o nią w miarę spokojny. Wiedział, że jest zaradna i sobie poradzi. Na pewno wiedział. Nie może się teraz nią stresować, skoro ma Przepaskę na głowie. Ona sama musiała natomiast jeszcze wymyślić, co powie Touce. Mniejsza z tym - pomyślała.
Blisko pół godziny później była już w siedzibie CCG.
- Shinohara-sensei! - krzyknęła do mężczyzny, którego zobaczyła na korytarzu.
- Spokojnie, są tutaj. - pan Shinohara położył jej rękę na ramieniu, aby ją uspokoić.
- Gdzie?
- Rozmawiają z Mado.
Teruyo pobiegła do gabinetu pana Mado. Nim zdążyła zapukać, drzwi otworzyły się. Z pomieszczenia wyszli Amon i Juuzou.
- Teruyo... - Amon był zdziwiony widokiem dziewczyny.
Teruyo dopiero teraz zauważyła, że jest cała spocona, a mundurek ma cały brudny. Do tego szybko oddychała, bo była zmęczona bieganiem.
- Czemu nie poszliście? - zapytała, starając się zignorować to, jak musi wyglądać.
- Zaraz potem, jak się rozłączyliśmy, pan Mado powiedział mi, że nie idziemy, bo był wybuch. - wyjaśnił. - Wybacz, że nie zadzwoniłem, ale nie miałem, jak.
Juuzou tylko stał obok z szerokim uśmiechem na twarzy. Najwyraźniej bawił go wygląd dziewczyny.
- Juuzou, to nie jest śmieszne. - oburzyła się. - Biegłam przez pół godziny, a na dodatek prawie dostałam betonem w głowę! - poirytowała się.
- Spokojnie, spokojnie. - zaśmiał się Chłopak. - Po prostu masz fajne plamy na mundurku.
- Teruyo, wracamy do domu, nie mamy już roboty na dzisiaj. - powiedział Amon. - Umyjesz się.
- Nieśmieszne. - prychnęła dziewczyna.
Wyszli z budynku CCG i wsiedli do samochodu. Po drodze ucięli sobie małą rozmowę na temat wybuchu.
- Mogłabym przeprowadzić dochodzenie w sprawie tego terrorysty. - stwierdziła poirytowana dziewczyna.
- Nie ma mowy. - odparł mężczyzna. - Jesteś w CCG.
- Wiem, wiem. - wywróciła oczami. Czasami ją to irytowało, bo musiała część życia dopasować pod pracę.
- Co tam w szkole? - Amon zmienił temat.
- Nic ciekawego. Napisałam sprawdzian z historii na 4.
- To chyba dobrze.
- Teoretycznie. - stwierdziła. - Ale wolałabym lepszą ocenę. Touka dostała +5.
- Daj spokój, nie musisz być we wszystkim najlepsza. - uspokoił ją mężczyzna. - Przecież wiesz, jaki jestem z ciebie dumny.
- Tak, tak. - pokiwała głową.
Po powrocie Teruyo poszła od razu do łazienki. Zrzuciła z siebie brudny mundurek i włożyła do kosza na pranie. Weszła pod prysznic. Ciepła woda przyjemnie obmywała jej ciało. Mogła teraz przez chwilę porozmyślać nad tym, co się stało. Przeczuwała, że to nie przyniesie nic dobrego. Po wyjściu spod prysznica, owinęła się miękkim ręcznikiem i poszła do swojego pokoju. Ubrała swoją ulubioną granatową sukienkę, kończącą się tuż nad kolanem. Miała takich kilka. Bardzo lubiła je nosić. Jasne włosy rozczesała, po czym położyła się na łóżko. Dopiero teraz odczuła całe zmęczenie. Oczy same jej się zamykały. Na całe szczęście na następny dzień nie miała wiele do nauki. Przymknęła na chwilę powieki i zasnęła.
Obudził ją szum wiatru, który wdzierał się do pokoju przez niedomknięte okno. Było już ciemno. Zaświeciła lampkę na biurku i spojrzała na zegar wiszący nad drzwiami. Wskazywał 02:00. Teru doszła do wniosku, że ojciec z litości nie chciał jej budzić. Na palcach przeszła do łazienki. Tam przebrała się w letnią piżamkę składającą się z bordowej koszulki i spodenek w białe kropki i wróciła cicho do łóżka. Przed snem wzięła do ręki telefon i odblokowała wyświetlacz. Zmrużyła oczy, kiedy uderzyła ją jasność ekranu. Miała trzy nieodebrane wiadomości od Touki.
Touka: Co się stało?
Touka: To coś poważnego? Nigdy tak nie robiłaś...
Touka: Teru, zadzwoń, kiedy będziesz mogła, martwię się trochę.
Teruyo siedziała chwilę z telefonem w ręce, zastanawiając się, czy ma dzwonić do koleżanki. Doszła do wniosku, że zadzwoni, bo Touka czasem bardzo późno chodziła spać. Domknęła drzwi swojego pokoju i wcisnęła zieloną słuchawkę obok nazwiska koleżanki. Odebrała zaraz po drugim sygnale.
- Halo? - usłyszała w słuchawce.
- Hej, prosiłaś, żeby zadzwonić...
- No wreszcie! - przerwała jej Touka. - Co się stało?
- Nie wiem, jak to teraz opowiedzieć... - uświadomiła sobie, że nie przemyślała wersji zdarzeń, którą przedstawi koleżance. - Opowiem w szkole. - rzuciła wymijająco.
- Dobrze. - odparła Touka. Jej głos był zmęczony. - Dobrze, że nic ci nie jest.
- Taa, też się cieszę. - ziewnęła Teru. - Jestem zmęczona, pogadamy w szkole.
- Jasne, dobranoc.
- Dobranoc.
Teru odłożyła telefon na biurko, położyła się na łóżku i zasnęła.
Rozdział trzyma poziom, że tak powiem ^^ Dostrzegłam kilka błędów ortograficznych, ale to się czasem zdarza ;) (szczególnie mi xD). Czekam na kolejne rozdziały. Fajnie jakbyś dodała ramkę do obserwacji :) Zapamiętuję stronę i zamierzam co jakiś czas wpadać. Pozdrawiam i życzę weny.
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie:
http://upadekstorybyphoebe.blogspot.com/
Boże, jeden wielki zlewający się ze sobą tekst.
OdpowiedzUsuńJak wcześniej pisałam: opisy i wyjustowany tekst. Warto też byłoby poprosić o betowanie rozdziałów zaufaną osobę lub taką, która się na tym zna.
Rozdział ciekawy i mam nadzieję, że się historia rozwinie.
Polecałabym zainwestowanie w jakąś szabloniarnie. Z pewnością czekać na ciebie, będzie wiele osób, które z chęcią wezmą się za szablon dla twojego opowiadania.
Mam nadzieję, że moje kapryszenie cię nie denerwuje i z przymrużeniem oka przyjmiesz moje rady. Jestem sarkastycznym escetą, który jest raczej lojalnym czytelnikiem, więc na szczerze komentarze możesz zawsze liczyć.
Z pozdrowieniami,
Martyna
PS: Zrób stronę z rozdziałami i taką gdzie można się zareklamować. Niepotrzebne spamowanie pod rozdziałem jest niemiłym zjawiskiem, dla początkujących pisarzy.
UsuńWeny :)